sponsorowane...

Znów nas okłamali! Radioaktywny obłok, który dotarł nad Polskę, pochodził z Rosji

Naukowcy po wielomiesięcznych badaniach potwierdzili, że radioaktywny obłok, który dotarł nad Polskę, pochodził z zakładów chemicznych w Rosji. Promieniotwórczy izotop rozprzestrzenił się po niemal całym świecie. Rosja, która wszystkiego się wyparła, znów nas wszystkich oszukała.

Bardzo mylą się wszyscy ci, którzy wierzą w to, że po ponad 30 latach od katastrofy w Czarnobylu mentalność rosyjskich władz zmieniła się na tyle, iż po każdym podobnym incydencie będziemy informowani w pełni i na bieżąco.

Na nic zdaje się nawet ostatni niezwykle popularny na całym świecie serial „Czarnobyl”, który po raz pierwszy ujawnia co tak naprawdę zdarzyło się w elektrowni atomowej w feralną noc z 25 na 26 kwietnia 1986 roku, i co przed całym światem próbowała ukryć wtedy rosyjska wierchuszka.

Dowodem na to jest incydent, do którego doszło jesienią 2017 roku. Na początku października Państwowa Agencja Atomistyki (PAA) poinformowała iż powietrzu nad Europą, w tym także nad Polską, wykryto promieniotwórczy izotop Ruten-106. Informację tę potwierdził francuski Państwowy Instytut Bezpieczeństwa Radiologicznego (IRSN), według którego radioaktywny obłok ogarnął między 27 września a 13 października większą część Europy, a Polska znalazła się wśród krajów, gdzie stężenie izotopu było podwyższone.

Stężenie izotopu Ruten-106. Czerwone kropki oznaczają źródło jego emisji
Stężenie izotopu Ruten-106. Czerwone kropki oznaczają źródło jego emisji

Przedstawiciele IRSN poinformowali, że ustalono źródło tego izotopu. Do wycieku miało dojść między górami Uralu i rzeką Wołgą, a więc w środkowo-zachodniej Rosji lub północnym Kazachstanie. 10 listopada naukowcy zwrócili się do władz obu krajów, aby ujawniły informacje, gdzie dokładnie doszło do wycieku.

Jednak dopiero w połowie listopada rosyjska służba meteorologiczno-hydrologiczna Roshydromet ujawniła, że emisja substancji promieniotwórczej miała miejsce w rejonie Czelabińska na Uralu. Stacja pomiarowa w rejonie wsi Argajasz w okresie od 25 września do 1 października miała odnotować „ekstremalnie wysokie” zanieczyszczenie izotopem Ruten-106, które ponad 986 razy przewyższało dopuszczalną normę. Krótko później Roshydromet wycofał się ze swojej informacji, zapewniając, że zanieczyszczenie nie było szkodliwe.

Nie podano z jakiego dokładnie zakładu pochodziła radioaktywna chmura, która dotarła nad Europę. Naukowcy oraz organizacje ekologiczne przeprowadziły własne śledztwo, z którego wynikło, że źródłem emisji najprawdopodobniej były okolice miasta Oziorsk znane dawniej „Czelabińsk-40”, a później „Czelabińsk-65″ oraz sąsiednie miasto Kysztym.

Znów nas okłamali! Radioaktywny obłok, który dotarł nad Polskę, pochodził z Rosji
Budynek zarządu kombinatu Majak

W ich rejonie znajduje się kombinat chemiczny Majak (pol. Latarnia). Organizacja Greenpeace Rosja zwróciła się do prokuratury z prośbą o sprawdzenie, czy w zakładach doszło do emisji Rutenu-106. Jednak prośby ekologów na niewiele się zdały, bo Państwowa Korporacja Energii Jądrowej Rosatom ani myślała o wskazaniu winnego, wciąż zaprzeczając, że w zakładach doszło do jakiegokolwiek incydentu.

Państwowa Korporacja Energii Jądrowej Rosatom w grudniu 2017 roku zaprosiła do Oziorska grupę 20 dziennikarzy, ale po pierwsze pochodzili oni z zupełnie nieznanych mediów lokalnych w Rosji, a po drugie ich badania potwierdziły tylko to, co wcześniej powtarzali przedstawiciele Rosatomu.

Rosyjskie władze powołały specjalną komisję, której celem było zbadanie źródła wycieku. W końcowym raporcie jej przedstawiciele stwierdzili, że brakuje dowodów na potwierdzenie, że doszło do niego w zakładach Majak.


POLECANE PRZEZ GOOGLE

Leave a reply

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.